2017-06-01

HALA ASTORIA - Bydgoszcz. 1962 - 2017.


Dziś po jednej z popularniejszych hal koncertowych w Bydgoszczy została kupka gruzu...

Astorię koncertowo odwiedziłam po raz pierwszy w zamierzchłych czasach, kiedy po ulicach biegały dinozaury... tfu! W 1994 roku, konkretnie 23 maja, przy okazji koncertu Hey, promującego album "Ho!". Bilecik na Nosowską z ekipą kosztował wtedy szalone 80 000 złotych. Ledwo rok wcześniej bilet na "Wojnę z trzema schodami" z epickim składem polskich kapel, na również nieistniejącym już Torbydzie z portfela wyciągał ledwo 50 000 zeta.

W pełni zdaję sobie sprawę z tego, że głównym przeznaczeniem obiektu były wszelakie imprezy sportowe, "do 2002 roku była głównym obiektem pełniącym funkcje sportowe, wystawowe i koncertowe" dokładnie w tej kolejności. Mnie jednakże interesuje wyłącznie muzyczny aspekt.

Astoria była miejscem idealnym na koncerty pośrednie. Za duże na Estrada Stage Bar, za małe na Łuczniczkę. Oddany do użytku w 1962 roku, budowany cztery lata obiekt miał 1100 stałych miejsc siedzących, 900 dostawianych, a podczas koncertów tak zwana "płyta" hali mieściła jeszcze więcej ludzi.

Sporo moich koncertowych wspomnień wiąże się mocno z niepozornym budynkiem na brzegu Brdy. Nie wszystkie mogę zilustrować obrazkami niestety.
(wytłuszczenia w tekście otwierają galerie)


W 2009 do Bydgoszczy zjechali Szwedzi w łaciatych portkach - SABATON znaczy i legenda powermetalu STRATOVARIUS. Gorąco jak w fińskiej saunie, wyjątkowo ciepły wrzesień i hala wypchana po brzegi już od występu Proletaryatu.

Kilka miesięcy później - już w 2010 roku, skutkiem „prawdziwej zimy”, która uszczęśliwiała Bydgoszczan iście jesiennymi ulewami, do hali przeniesiony został XVIII finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy z KOBRANOCKĄ i światełkiem do nieba. Występował tez niezawodny Bydzia Com Band. Od tamtego finału, co roku zawzięcie fotografuję bydgoski finał WOŚP.


W 2012 w hali odbył się legendarny z pewnych względów koncert. Bydgoszcz obchodziła urodzinki, koncert pod hasłem "666 urodziny Bydgoszczy" finalnie odbył się po zmianie nazwy na... "Koncert metalowy", bo nieszczęsne trzy szóstki były solą w oku miejskich decydentów. Więcej o "akcji" TUTAJ
VADER, BEHEMOTH, DECAPITATED, The SIXPOUNDER wystarczyli za najlepszy tort urodzinowy.

Pół roku później dwu i półgodzinny koncert dała ANATHEMA. Podróżował z nimi w trasie wtedy skład A Dog Called Ego. W momencie kiedy po półtoragodzinnym graniu tyłek zjechał mi na wysokość kolan, pierwszy raz doceniłam miejsca siedzące.







Tak sobie myślę, że skoro Astoria przetrzymała behemłocenie, ognie piekielne szwedzkiej machiny koncertowej, i wiele innych dźwięków, mogłaby służyć Bydgoszczanom jeszcze jakiś czas... niestety zły stan techniczny sprawił, że Astoria kojarzyć będzie mi się wyłącznie z koncertami. Basen olimpijski na wypasie, który powstanie na miejscu kompleksu Astorii nijak mnie nie rajcuje, podobnie jak wizja moczenia tyłka w wodzie, w której moczy się setka innych ludzi. Kolejny bydgoski obiekt, chociaż częściowo związany z muzyką przeszedł do historii.

2 komentarze:

  1. A ja pierwszy raz byłem w Astorii na na koncercie "Czerwonych Gitar", bodajże wiosną 1967. Był i Niemen, gdzieś na początku lat 70. Więcej nie pamiętam... I zdjęć żadnych nie mam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To faktycznie wczesne wspomnienie. A wrażenia zostaly? :)

      Usuń